70 rocznica wydarzeń styczniowych

W niedzielny poranek mieszkańców przykościelnych kamienic w Gogolinie obudził przejmujący głos trąbki. W 70. rocznicę tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej, pod pamiątkową tablicą złożono wieńce i zapalono znicze.

W Gogolinie wciąż pamięta się o mieszkańcach pomordowanych w styczniu 1945r. Wśród nich byli miejscowi kapłani: ks. Józef Bieniossek - proboszcz i wikariusz - ks. Erich Schewior.  Co roku, w  ich intencji oraz w intencji poległych na frontach I i II wojny, jest sprawowana msza św. w języku niemieckim. Tak też było w niedzielę 25 stycznia br. Podczas mszy św. zarówno ks. prof. Joachim Piecuch, jak i ks. Aleksander Sydor przypomnieli o tragicznych zdarzeniach jakie miały miejsce w Gogolinie 70 lat temu. Po zakończeniu mszy św. wierni udali się pod byłą kamienicę Wilczków przy ul. Strzeleckiej 29, gdzie mieści się tablica pamiątkowa. Tam odczytano nazwiska pomordowanych, modlono się i śpiewano pieśni, a następnie przedstawiciele Koła DFK w Gogolinie: Manfred Maleja, Gerhard Kroker i Franciszek Nocon oraz przedstawiciele władz samorządowych: Burmistrz Gogolina Joachim Wojtala wraz z zastępcą Krzysztofem Długoszem i Przewodniczącym Rady Miejskiej Piotrem Czokiem złożyli wieńce. Wzruszającą uroczystość zakończyła pieśń pogrzebowa „Miałem towarzysza broni”, którą tradycyjnie żegna się żołnierzy. Mimo śnieżnej pogody w uroczystości uczestniczyła spora grupa osób, byli to jednak przeważnie starsi mieszkańcy Gogolina.

 

 

W styczniu 1945r. od strony Strzelec Op. do Gogolina bardzo szybko zbliżała się Armia Czerwona. W pustym Gogolinie pozostała jednak garstka ludzi, w tym kapłani. Wiadomo było, że nadchodzi czas grozy. W tej sytuacji księża udzielili w kościele wiernym zbiorowego rozgrzeszenia, rozdzielili komunię św., a następnie z mieszkańcami udali się do schronu przy szpitalu. Żołnierze odkryli jednak schron i kazali go księżom opuścić. Ksiądz Bieniossek udał się do domu rodziny Hasse przy dzisiejszej ul. Szpitalnej, a ks. Schewior do piwnicy domu Wilczków, gdzie w piwnicy znajdowało 10 osób. 29 stycznia żołnierze odkryli kryjówkę i wszystkich zastrzelono. Pod stosem ciał uratowała się jednak jedna kobieta, która opowiedziała o tym wydarzeniu. Żołnierze odkryli również schron przy szpitalu, wyprowadzili z niego ks. Bieniosska i właścicielkę domu i zastrzelili ich na polu między dzisiejszą ul. Szulca i ul. Strzelecką.  W tym czasie w Gogolinie zginęło jeszcze wiele osób, niektórzy w swoich domach. Grzebano ich w tymczasowych grobach, dopiero, gdy czas się nieco uspokoił ciała przeniesiono na cmentarz.