150 lat cmentarza żydowskiego w Gogolinie

Cmentarz żydowski przy ulicy Wyzwolenia w Gogolinie, przylegający do starego cmentarza chrześcijańskiego, to miejsce szczególne w mieście. Zachowane tam do dziś kamienne nagrobki z inskrypcjami w języku hebrajskim, lub hebrajskim i niemieckim wymownie świadczą o przedwojennej przeszłości Gogolina oraz jego wielokulturowości. Są tam pochowani mieszkańcy Gogolina wyznania mojżeszowego, którzy przez prawie 100 lat współtworzyli wizerunek przemysłowej wioski Gogolin.

 
 
Kiedy osiedlili się Żydzi w Gogolinie?
Nie jest znana dokładna data ich przybycia do Gogolina. W Topografii Śląska sporządzonej przez J. Knie czytamy, iż w 1845 roku w Gogolinie mieszkało 798 katolików i 5 ewangelików, Żydzi nie są tutaj jeszcze wymienieni. Najprawdopodobniej do ich osiedlenia się w Gogolinie przyczyniło się otwarcie 1 listopada 1845 roku linii kolejowej Opole-Kędzierzyn oraz intensywnie rozwijający się przemysł wapienniczy, wykorzystujący miejscowe pokłady kamienia wapiennego. Ze starej kroniki dowiadujemy się, iż w 1846 roku kupiec Lothar Hüser zbudował dwa pierwsze piece wapiennicze. W niedługim czasie w Gogolinie pojawili się nowi inwestorzy, którzy kupowali kamieniołomy i budowali piece. Wkrótce powstało ich aż 46. Dzięki rozwojowi małych zakładów wapienniczych wiele osób znalazło zatrudnienie. To zaś wpłynęło na większy rozwój handlu i gastronomii. W 1860 roku było w Gogolinie 17 osób wyznania mojżeszowego posiadających prawo wyborcze czynne i bierne. Od 1869 roku Żydzi mogli zostawać urzędnikami niemieckimi. Spośród mieszkającej w 1869 roku w Gogolinie ludności żydowskiej wywodziło się m.in. 2 właścicieli wapienników, zarządca wapienników, księgowy, karczmarz oraz 11 kupców. W 1878 roku w wykazie sporządzonym przez zarząd Żydowskiej Gminy Wyznaniowej występuje 12 osób uprawnionych do głosowania. Wśród nich dominują kupcy, jest ich 9, ponadto są 2 inspektorzy i dyrektor spółki akcyjnej. W 1880 roku w Gogolinie mieszkało 84 obywateli żydowskich, w 1885 roku -71, w 1897 roku - 65, w 1902 roku- 69, a w 1912 roku - 45. W 1933 roku było w Gogolinie 10 rodzin żydowskich, wśród nich 2 karczmarzy i 8 kupców.
 
Cmentarz żydowski- zabytek kultury materialnej Żydów
Nie licząc kilku zachowanych pożydowskich budynków, jedyną dziś pozostałością i pamiątką świadczącą o prawie wiekowej obecności Żydów w Gogolinie, jest właśnie cmentarz żydowski. Cmentarz ten jest nierozerwalnie związany z historią miejscowości. Jak podaje Stefan Spychalski parcela nr 149 w Gogolinie była początkowo własnością prywatną, potem stała się własnością Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Opolu. Dnia 9. X.1857 roku w Gogolinie odbył się tzw. termin sądowy, na który stawił się bez wezwania Meyer Fränkel- karczmarz zamieszkały w Gogolinie. On to oświadczył, iż tamtejszej Żydowskiej Gminie Filialnej podarował grunt na założenie cmentarza. Zwrócił się też z prośbą, by wyznaczono termin celem przyjęcia aktu darowizny oraz by wezwano jego i przełożonego Żydowskiej Gminy Filialnej w Gogolinie Cassirera. Meyer Fränkel sugeruje, iż wspomnianą darowiznę przyjmie tymczasowo Cassirer, a gdy tę dokonaną transakcję zaakceptuje zarząd opolskiej gminy wyznaniowej, wówczas rejencja opolska jako najwyższa instancja, będzie musiała się do tego aktu darowizny ustosunkować. Sąd Powiatowy w Strzelcach Opolskich wyznaczył rozprawę w powyższej sprawie na dzień 13.XI.1857 roku. Z adnotacji też wynika, iż jako faktycznie obdarowaną uważać należy Żydowską Gminę Wyznaniową w Opolu, do której przyłączyli się Żydzi w Gogolinie, jak to ogłosił starosta pow. strzeleckiego w tzw. „Orędowniku Powiatowym”.
Cmentarz żydowski został założony poza wioską Gogolin. Przylegał on ściśle do cmentarza chrześcijańskiego, od którego był oddzielony ponad dwumetrowej wysokości murem z kamienia wapiennego. Wewnętrzna ściana oddzielająca oba cmentarze dziś już nie istnieje, tak więc obszarowo   tworzą one jedną całość.
Cmentarz żydowski w Gogolinie zajmuje obszar na lewo od transformatora, chrześcijański na prawo. Dziś wchodzi się tam przez wspólną bramę. Dawniej wchodziło się na część żydowską przez małą furtkę w murze, bezpośrednio od strony ulicy. Po prawej stronie furtki był jednopiętrowy dom przedpogrzebowy. Na dole była kostnica, a na górze mieszkanie. Jeszcze po wojnie do początku lat 60. XX wieku mieszkała tam dozorczyni cmentarza- pani Berta Rockstein z synem Adolfem. Budynek ten, przypominający szopę, był bardzo stary i zniszczony. Na początku lat 60. XX wieku zwalił się na drogę jego dach i wówczas budynek rozebrano. Prawdopodobnie wtedy też obniżono do połowy ten dotychczas bardzo wysoki mur, pochodzący z ok. 1869 roku.
Aktualnie ( XI. 2006 r.) na cmentarzu żydowskim w Gogolinie znajduje się około 30 nagrobków. Jest też wiele ich fragmentów oraz pozostałości po grobach w postaci tzw. obmurówek. Większość nagrobków to pionowo ustawione płyty. Na cmentarzu występują nagrobki z inskrypcjami w języku hebrajskim i niemieckim, dającymi się jeszcze wyraźnie odczytać, z napisami, które można tylko częściowo rozszyfrować oraz z zapisami nieczytelnymi. Wiele płyt jest częściowo uszkodzonych. Napisy wykute w kamiennych nagrobkach zawierają głównie informacje o zmarłym, datę jego urodzin i śmierci. Na kilku płytach można odczytać ciekawy zapis lub wiersz charakteryzujący zmarłego, wychwalający jego pracowitość, albo wyrażający ubolewanie z powodu jego śmierci. Kilka zachowanych nagrobków należy do tzw. tradycyjnych typu „macewa” - to płyty pionowo ustawione przez wkopanie ich dolnej części w ziemię. Występują one w najstarszej części cmentarza. Niektóre nagrobki na gogolińskim cmentarzu żydowskim mają ponad sto lat. Najstarszy z nich jest poświęcony trzymiesięcznemu dziecku-Emilie Stenger, która zmarła 1 października 1858 roku. W tym samym rzędzie znajduje się mały nagrobek poświęcony pamięci pięcioletniego synka Simona Heymanna. W górnej zaokrąglonej części wielu płyt występują często dwie hebrajskie litery, gwiazda Dawida lub symboliczny rysunek. W Gogolinie zostały najliczniej przedstawione na płytach gwiazdy Dawida, wyrażające identyfikację pochowanych tam osób z wyznaniem mojżeszowym. Ponadto na nagrobku Johanny Aufrichtig występuje wyobrażenie zapalonej złamanej świecy, na płycie Simona Cassirera- rysunek wieńca laurowego, a motyw gałązek u Meyera Hausdorfa.
Na gogolińskim cmentarzu żydowskim udało mi się odczytać następujące nazwiska pochowanych tam osób: Emilie Stenger (ur. 17. VIII. 1858 r., zm.17. X. 1858 r.), Johanna Aufrichtig ( zmarła w wieku 52 lat dnia 27. XI.1870 roku, a pochowana została 28. XI. 1870 r.), Bernhard Oschinsky ( zm. 24. IV.1877 r.), Charlotte Mosler z domu Oschinsky (ur. 9.VII. 1838 r., zm. 30. XII. 1895 r.), Simon Heymann (ur. 19.VII.1879 r., zm. 28. VII. 1879 r. ), Benno Goldmann ( zm. 16. III. 1886 r. w wieku 69 lat ), Ernestine Cassierer (ur. w 1817 roku), Rosalie Prister z domu Biegler (zm. w wieku 81 lat dnia 4. I.1894 r.), Marie Stern (ur. 9.V. 1819 r., zm. 20. IX.1904 r. ), Fedor Fleischer (ur. 20.VI.1883 r., zm. 5. IV. 1901 r.), Ernestine Rosenberger z domu Breitenfeld (ur. 20.V. 1822 r., zm. 11. X.1900 r.), Feonline? Kornblumm z domu Rotter, Isidor Prister (ur. 13.VIII.1843 r., zm. 9. II. 1903 r. ), Abraham Mosler (ur. 20. IX. 1929 r., zm.13. IV. 1912 r. ), Simon Cassirer (ur. 19. X. 1848 r., zm. 5.VIII.1914 r.), Leopold Cassirer (ur. 28.VIII.1847 r., zm. 27. I.1927 r.), Ida Cassirer ( ur. 28. VIII. 1858 r., zm. 22. IX. 1921 r.), Ludwig Rosenberger (ur. 24. V. 1854 r., zm. 8.VIII. 1919 r.), Lotte Breslauer (ur. 4. VI. 1909 r., zm. 23. II. 1923 r.), Caroline Noevij z domu Richter ( ur. 21.VI. 1822 r, zm. 29.V. 1899 r.), Moritz Schaefer (ur. 1. III. 1863 r., zm. 31. XII. 1923 r.), M. A. Leitner (zm. 15. XI. 1926 r.), Mathilde Fleischer z domu Fränkel (ur. 7. IX. 1847 r., zm. 8.III. 1933 r., 10 Adar 5693), Salo Fleischer (ur. 13. I.1853 r., zm. 22. II. 1932 r., 15 Adar 5692), Ella Fink z domu Hausdorf, (ur.18. IV.1884 r., zm. 26. V. 1932 r., 7. Siwan 5688), Max Fink ( ur. 17. II. 1877 r., zm. 16. VI. 1932 r., 12.Siwan 5692), Henriette Reiler ( ur. 7. IV. 1871 r., zm.15. V. 1935 r.). Ostatni pochówek na cmentarzu żydowskim odbył się prawdopodobnie w 1940 roku, a zmarłym miał być Moritz Hausdorf. 
Dojście Hitlera do władzy i wydane w 1935 roku Ustawy Norymberskie, pozbawiające Żydów praw obywatelskich, później „noc kryształowa”, a w jej następstwie rozwijająca się fala prześladowań, szczególnie w okresie II wojny światowej, przyczyniły się do całkowitego i bezpowrotnego wykorzeniania wszelkich śladów bytu, działalności i kultury ludności żydowskiej nie tylko w Gogolinie, ale wszędzie tam, gdzie ona zamieszkiwała do wojny. Jeszcze przed wydarzeniami „nocy kryształowej” niektórzy obywatele żydowscy wyjechali z Gogolina. W spisie mieszkańców Gogolina z 1938 roku występują następujące nazwiska rodzin żydowskich: Breslauer Brunno - właściciel karczmy, Cohn Willi- kupiec, właściciel wielkiego sklepu spożywczego, Friedeberg Harry- kupiec, Jacobus -kupiec, Hausdorf Moritz- właściciel karczmy i Simonson Max- pracownik karczmy (zięć Hausdorfa).
 
 
Żydzi z „autobany”
Podczas II wojny światowej na gogolińskim cmentarzu znaleźli też miejsce wiecznego spoczynku Żydzi pracujący przy budowie autostrady. Dla celów wojennych podjęto budowę autostrady na trasie Berlin-Wrocław-Gliwice. Wzdłuż trasy przyszłej autostrady zaczęły powstawać baraki dla robotników. Na terenie aktualnego powiatu krapkowickiego były zorganizowane niedaleko siebie cztery takie obozy: w Dąbrówce Górnej, w Otmęcie, w Gogolinie i w Dąbrówce koło Zakrzowa. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej postawiono za wioską Gogolin drewniane baraki niedaleko tzw. nowej szkoły (dzisiejszy budynek gimnazjum i liceum). Tam zorganizowano obóz żydowski, zwany obozem autostradowym. Od bezpośredniego świadka, dowożącego codziennie do obozu żywność, w okresie od listopada 1942 r. do końca 1943 roku wiadomo, iż obóz ten składał się z czterech baraków otoczonych wysokim płotem z drutu kolczastego. Do obozu wchodziło się przez wysoką bramę. W tamtych czasach obóz nosił nazwę R.A.B. Lager Gogolin O/S. Taką nazwę można odczytać na zachowanej kartce pocztowej wysłanej z tego obozu 13 maja 1942 roku. Nie wiadomo dokładnie skąd pochodzili przywiezieni do obozu Żydzi. Należy jednak przypuszczać, że byli z Holandii, Belgii i Niemiec. Bezpośredni świadkowie twierdzą, iż niektórzy z nich mówili po niemiecku, a inni w niezrozumiałym dla nich języku. Żydzi przywiezieni do obozu w Gogolinie ciężko pracowali. Codziennie rano prowadzono pod eskortą strażników wielką kolumnę mężczyzn z obozu na miejsce budowy autostrady. Wszystkie prace były przez nich wykonywane ręcznie, m.in. wybierali piasek, ładowali go na taczki, transportowali na miejsce budowy, sypali nasypy i utwardzali je. Gdy odległość od wyrobiska piasku była zbyt wielka od miejsca pracy, wówczas kładziono na danym odcinku przewoźne szyny. Żydzi ładowali piach na wózki kolebkowe, zwane „lorki”, albo „lory” i załadowane do pełna, pchali po tych szynach na nasypy. W Gogolinie obóz dla Żydów funkcjonował prawdopodobnie od 1940 roku do 1944 roku. Tych Żydów, którzy w czasie budowy autostrady zmarli z wycieńczenia, głodu, chorób i na skutek znęcania się nad nimi, przynoszono na pobliski cmentarz żydowski. Niestety, nie wiadomo ile osób narodowości żydowskiej pochowano w Gogolinie, gdyż w obozie nie prowadzono żadnej statystyki zgonów, mimo interwencji ówczesnego burmistrza. Bezpośredni świadkowie twierdzą, iż było ich bardzo wielu. Zostali oni pochowani bezimiennie w masowej mogile. Na cmentarzu żydowskim w Gogolinie pochowano prawdopodobnie również część Żydów, którzy zmarli w obozie w Otmęcie. Świadectwo o tym dał Żyd, który do około 2000 roku rokrocznie przyjeżdżał z Katowic w maju do Gogolina na cmentarz żydowski, modlił się i palił znicze. Z jego bezpośredniej relacji wiadomo, że została tutaj pochowana jego matka, która zmarła w obozie w Otmęcie ( Czakan).
 
 
Kim byli ludzie, których nazwiska wykute w kamieniu przetrwały do dziś?
Na cmentarzu wcieniu kasztanowców od wielu już lat spoczywają gogolińscy Żydzi. To oni bardzo długo zgodnie sąsiadowali z pozostałymi mieszkańcami, wspólnie pracowali, spotykali się w karczmach i na targowisku, które odbywało się w każdy czwartek na placu dworcowym. Wprawdzie byli innego wyznania, ale długo nikomu to w niczym nie przeszkadzało i nie decydowało o niczyim losie. Na jednej ulicy zgodnie obok siebie żyli katolicy, ewangelicy i Żydzi. Żydzi chodzili do swojej bóżnicy (według relacji mieszkańców Gogolina budynek ten stoi do dziś w pobliżu dworca autobusowego - Pub Vegas), katolicy do kościoła katolickiego, a ewangelicy do ewangelickiego. Dzieci żydowskie chodziły z katolickimi do przedszkola na tak zwanej „Korei”, później do szkoły ewangelickiej. Od 1. XII. 1916 roku szkołę ewangelicką, do której wówczas chodziło 7 ewangelików i 8 Żydów, połączono na pewien czas ze szkołą katolicką. Dzieci razem się uczyły i bawiły. Nieznane im były jakiekolwiek uprzedzenia, czy wrogość.
Większość obywateli żydowskich pochowanych na cmentarzu w Gogolinie to sklepikarze, kupcy, karczmarze, przedsiębiorcy, browarnicy, właściciele małych zakładów wapienniczych i pieców wapienniczych. Kilku spośród nich pełniło wysokie stanowiska urzędnicze w gminie i cieszyło się wielkim uznaniem w społeczeństwie. Spróbujmy bliżej im się przyjrzeć i przywołać pamięć niektórych spośród tych, których wykute w piaskowcu, czy granicie nazwiska przetrwały do dziś.
Bernahrd Oschinsky- z jego ogłoszenia z 1874 roku dowiadujemy się, iż prawdopodobnie był współwłaścicielem siedleckich kamieniołomów bazaltu. Oferował pracę skalnikom w kamieniołomach, zatrudniał też furmanów do transportu urobku na budowę szosy na trasie Krapkowice- Głogówek.
Isidor Fränkel- otworzył w Gogolinie w 1878 roku magazyn piw z browaru Zamkowego- rodzinnej firmy słynnych Friedlaenderów z Opola. Za przystępną cenę rozwoził miejscowym karczmarzom piwo zarówno w skrzynkach po 50 butelek jak i w beczkach.
Simon Cassirer- właściciel gorzelni ( do dziś przetrwała nazwa miejscowa Breneraje) i jednego z zakładów wapienniczych w Gogolinie. Prawdopodobnie ojciec Simona i Leopolda Cassirer był przełożonym Żydowskiej Gminy Filialnej w Gogolinie. 
Leopold Cassirer- naczelnik gminy, właściciel jednego z zakładów wapienniczych, właściciel 2 pieców wapienniczych ( stoją do dziś, znane pod nazwą „piece Klamy”), wielokrotny ławnik dla gminy Gogolin, zastępca sołtysa, kierownik komisji wyborczej dla okręgu wyborczego Gogolin- Górażdże. W 1913 roku jako zastępca sołtysa zlecił posadzenie lip wzdłuż drogi wiodącej do kościoła. Niektóre z tych drzew rosną do dziś.
Ella Fink z domu Hausdorf i Max Fink -   kupcy, właściciele sklepu kolonialnego.
Moritz Schaefer- kupiec, właściciel sklepu z pasmanterią i materiałami tekstylnymi. Na mocy rozporządzenia z 23. 04.1918 roku jako jeden z nielicznych mógł w powiecie wielkostrzeleckim sprzedawać odzież dla niemowląt i dzieci.
Salo Fleischer i Mathilde Fleischer- właściciele sklepu z odzieżą .
Ludwig Rosenberger - właściciel karczmy, należał do zarządu Związku Konsumentów.
Isidor Prister- kupiec
Natan Prister –kupiec, prowadził skup zboża na przemiał, trzykrotny ławnik. W 1891 roku, gdy na skutek surowej zimy, pracownicy kamieniołomów cierpieli niedostatek żywności z powodu braku pracy, Natan Prister dołączył się, podobnie jak bracia Cassirer, do składki przeznaczonej na dożywianie dzieci robotników. Posiłki gotowano dzieciom w szkolnej kuchni. Natan Prister przysyłał żonę swego robotnika do pomocy w przygotowywaniu tych posiłków. W 1897 roku N. Prister odkupił od braci Oscara i Waltera Overbeck browar. Był członkiem komisji, przed którą odbywał się w szkole tzw. roczny egzamin dla uczniów. Natan Prister zmarł w 1927 roku w wieku 71 lat. „ To znana i poważana postać, dobry i zawsze pomocą służący sąsiad” napisano o nim. Nie zachował się jego nagrobek.
Max Hausdorf- kupiec, właściciel sklepu kolonialnego, od 1891 roku prowadził handel drzewem, agent Towarzystwa Ubezpieczeniowego od ognia, członek Kolońskiej Spółki Ubezpieczeniowej od gradu. W miejscowej bóżnicy prowadził modlitwy. Jego nagrobek nie zachował się.
Lotte Breslauer- córka karczmarza Brunno Breslauera, zginęła w młodym wieku w wypadku.
Willi Cohn- zięć karczmarza Brunno Breslauera, prowadził wielki sklep kolonialny, pewnego dnia zaginął bez wieści
Niestety, nie znajdziemy na gogolińskim cmentarzu żydowskim grobów zacnej i szanowanej rodziny Hausdorfów, karczmarzy i szynkarzy od co najmniej dwóch pokoleń. Prawdopodobnie ich nagrobki nie zachowały się ( niektórych inskrypcji nie można odczytać). Na początku II wojny światowej, prawdopodobnie w 1940 roku Moritz Hausdorf, wówczas sędziwy już staruszek, spadł ze schodów. Niedługo potem na skutek odniesionych obrażeń zmarł. Miał zostać pochowany na cmentarzu żydowskim w Gogolinie. Nazwisko Moritza Hausdorfa jest jednym z najbardziej znanych mieszkańcom Gogolina, albowiem rodzina ta dobrze zapisała się w ludzkiej pamięci. W sali Moritza Hausdorfa, którego imponujący budynek karczmy stoi w Gogolinie do dziś ( dawna sala kinowa, aktualnie sklep przy ul. Strzeleckiej) spotykała się cała gminna elita oraz władze szkolne. Tam każdego roku odbywały się zebrania i wieczorki dla rodziców. Karczma pełniła też rolę lokalu wyborczego i punktu szczepień. U Hausdorfa odbywał się pobór chłopców do wojska. Do jego karczmy przychodzili na piwo zarówno robotnicy pracujący w skale, jak też gospodarze. W skrajnych przypadkach, gdy do pierwszego brakowało pieniędzy, chodziło się pożyczyć „ do panuchny” jak nazywano córkę Moritza Hausdorfa. Mieszkańcy Gogolina wynajmowali salę M. Hausdorfa na swoje wesela ( ostatnie odbyło się w 1934 roku). Moritz Hausdorf był nie tylko karczmarzem, ale pełnił także wiele funkcji społecznych. Był ławnikiem i poborcą podatkowym. Mieszkańcy Gogolina wspominają go jako bardzo dobrego człowieka.
Nie ma na cmentarzu żydowskim w Gogolinie również nagrobków jedynej córki Moritza Hausdorfa- Erny Hausdorf i jej męża Maxa Simonsohna oraz ich pięknych dwóch córek Hannelore i Elfriede, które gogolińscy chłopcy w lany poniedziałek chodzili „sikać”, a które najpierw wydalono ze szkół: młodszą z gimnazjum w Opolu, starszą z Uniwersytetu Wrocławskiego. W 1943 roku zabrano je wraz z matką prawdopodobnie do obozu w Otmęcie. Niektórzy twierdzą, iż widziano jak załadowywano je do pociągu w Opolu. Max Simonsohn początkowo kupiec, później pracownik w karczmie teścia, został w 1941 roku wywłaszczony. Jego rodzinę przesiedlono z karczmy do ciasnego mieszkania niedaleko domu zwanego „ Peking”( dziś dom opieki społecznej). Rodzina ta cierpiała straszną nędzę i głód. Po kryjomu mieszkańcy Gogolina poprzez swoje małe dzieci dostarczali jej żywności. Od 1941 roku wszyscy gogolińscy Żydzi musieli nosić gwiazdy Dawida. Córki Simonsohnów były z tego powodu bardzo nieszczęśliwe i strasznie się tego wstydziły. Mieszkańcy Gogolina zapamiętali je, jak bardzo płakały, gdy w takim „oznakowaniu” miały wyjść na ulicę.
        Jak wykazały najnowsze badania, mieszkając w centrum Gogolina Max Simonsohn był jeszcze wolnym człowiekiem. Pracował przez pewien czas w wapienniku na tzw. „zakrzowskich maszynach”, był też widziany przy pracy na tartaku u pana Krause. Później trafił do obozu żydowskiego w Gogolinie. Rolnicy dowożący na budowę cement i piasek widzieli go pracującego przy nasypie budowanej autostrady oraz jak z innym więźniami odgarniał śnieg z torów kolejowych, prowadzących do kamieniołomów. Później ślad po nim zaginął, podobnie jak po innych gogolińskich mieszkańcach wyznania żydowskiego, którzy nie zdążyli wyjechać. W okresie eksterminacji Max Simonsohn- były pruski oficer z I wojny światowej, kawaler Żelaznego Krzyża Pierwszej Klasy został pozbawiony wszystkiego. Prawdopodobnie zginął w obozie w Auschwitz. Dlaczego Max Simonsohn nie opuścił Gogolina, gdy inni Żydzi sprzedawali swoje sklepy, karczmy i szykowali się do wyjazdu. „ Nigdy nikomu niczego złego nie zrobiłem, żeby uciekać”, miał odpowiedzieć. (Do niedawna uważano, iż to Moritz Hausdorf był odznaczony Żelaznym Krzyżem Pierwszej Klasy i jego to wywieziono do Auschwitz, jednakże najnowsze badania wykazały, że chodzi tu o Maxa Simonsohna).
        Z dotychczas zebranych informacji wynika, iż wśród obywateli wyznania żydowskiego, którzy w porę z Gogolina wyjechali, byli m. in. Max Silberstein, Hugo Friedeberg, Harry Friedeberg, doktor Schein, rodzina Fleischer, rodzina Effenberger.
Cmentarz żydowski przy ul. Wyzwolenia w Gogolinie założony w 1857 roku przetrwał do dziś. W 2007 roku mija 150 lat od jego utworzenia. W latach 90. XX wieku władze miasta Gogolina uporządkowały teren cmentarza. Postawiono też tablicę informacyjną. W 2006 roku odnowiono mur otaczający cmentarz żydowski. Na bieżąco kosi się tam trawę.
 
 
          Dziś cmentarz żydowski nie znajduje się już poza Gogolinem. Jest on w obrębie miasta, które wraz z upływem lat bardzo się rozwinęło i powiększyło. Cmentarz ma wielką wartość historyczną i kulturową. To zabytek kultury materialnej Żydów, a zarazem nierozerwalne ogniwo w historii i dziejach Gogolina. Przede wszystkim potwierdza obecność w Gogolinie ludności żydowskiej, która brała niezwykle aktywny udział zarówno w życiu miejscowości, jak i przyczyniła się do jej ekonomicznego i kulturowego rozwoju.
          Chociaż Święto Zmarłych nie należy do obrzędowości żydowskiej, podobnie jak tradycja przynoszenia na groby kwiatów, to jednak rokrocznie Mieszkanki Gogolina w dniu Wszystkich Świętych pamiętają o tych, którzy tam są pochowani i zapalają znicze zarówno na żydowskiej, jak i na chrześcijańskiej części tego starego cmentarza. Od kilku lat hołd wszystkim pochowanym na cmentarzu przy ul. Wyzwolenia oddają też władze miasta, składając w dniu 1 listopada wieniec pod stojącym w centralnym miejscu krzyżem.
 
                 Wszystkim osobom, które na powyższy temat udzieliły mi cennych informacji, składam bardzo serdeczne podziękowania.
 
                                                                                                          opracowała Regina Kalla- Szulc
                                                                                                                           
Artykuł został opublikowany na łamach Kalejdoskopu samorządowego Gminy Gogolin za rok 2006, Gogolin 2006, s. 61-69.